*Laura
Odwróciłam się do niej tyłem by nie widziała jak ja wyglądam (rozmazany tusz,czerwona od płaczu twarz).
- Co się stało,Laura.
- Jestem zmęczona zostaw mnie.
- Wbiegłaś do domu,nie odezwałaś się ani słowem,co się dzieje?
- Van,proszę cię -powiedziałam pociągając nosem- możesz mnie zostawić samą?
- Laura,nie wiem co ci się stało,martwię się o ciebie,no ale dobrze wyjdę.Jak zechcesz pogadać to pamiętaj,że na mnie możesz zawsze liczyć.
-OK.
Vanessa wyszła a ja zostałam w końcu sama. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Tak bardzo mnie to bolało. Odkryłam coś dziwnego a zarazem niesamowitego. Nie rozumiem jak mogłam nie zauważyć,że go kocham i dać mu odejść? Czy ja to sobie kiedyś wybaczę? Nie rozumiem świata i ludzi którzy w nim żyją! Po co ja żyję? Po co to wszystko? Nie wiem ile jeszcze to zniosę..
W końcu wszystko sobie wyjaśniłam,ale nie dałam rady,jestem za wrażliwa,rozpłakałam się ponownie. W tej chwili chciałam opuścić ten świat lecz postanowiłam dać sobie jeszcze pocierpieć.
Z zamyśleń powróciłam około godziny 17:50,a że byłam wykończona płaczem postanowiłam się umyć i położyć spać.
Wtorek
Budzik zadzwonił. Powoli,bez życia zwlekłam się z łóżka i poszłam wykonać poranne czynności.Zjadłam śniadanie przygotowane przez mamę i poszłam do szkoły. Po 15 minutach przekroczyłam próg szkoły od razu włączając sztuczny uśmiech. Wszyscy którzy mnie widzieli,odwzajemniali gest. Oni nie wiedzą, że uśmiecham się tylko po to, by ukryć swój ból i powstrzymać łzy. Wzięłam książki z szafki i weszłam wraz z nauczycielką i klasą do sali. Ross się nawet nie odezwał,nawet nie zerknął w moją stronę. Już miałam ochotę podejść do niego i powiedzieć mu co czuje,ale zatrzymam swoje uczucia dla siebie,ponieważ jemu byłoby trudno je zrozumieć. Mam nadzieję, że kiedyś będę tak szczęśliwa jak dziś udaję. Nie byłam gotowa na cierpienie. Lekcja się skończyła,wyszłam z klasy i udałam się do łazienki. Tam czekała już na mnie Jess. Rozmawiałyśmy całą przerwę. Mało co bym się nie rozkleiła. Coraz częściej to robię. Udałyśmy się na drugą lekcję. Trochę mi przeszło..jak na razie. Reszta lekcji minęła już spokojnie,próbowałam na niego nie zwracać uwagi. Poszłam jeszcze na zajęcia dodatkowe z tańca.Ross też tam przyszedł. Yh musiał mi zepsuć humor. Czy on to robi specjalnie? Na sali było 6 osób..w tym Sally. Nie dałam się sobie ani jego obecności złamać,dotrwałam cudem do końca lekcji i o 16:50 przekroczyłam próg domu. Zjadłam obiad i weszłam do swojego pokoju. Zajęłam się nauką. Zaczęłam od biologi a skończyłam na historii. Była już 20:35 więc wykapałam się i przebrana w piżamę położyłam się na łóżku,spędzając odrobinę wolnego czasu. Od razu zaczęłam myśleć o nieziemskim blondynie i tym jak na siłę go odepchnęłam. Znów zaczęłam płakać. Dla mnie już teraz wszystko straciło sens,nie chciałabym żyć z tym wszystkim co zrobiłam jemu,a bardziej sobie bo jemu to nie przeszkadzało.
Udałam się do kuchni. Tam zaczęłam szperać po szafkach szukając ukojenia myśli. Chciałam wziąć tabletkę uspokajającą,lecz nigdzie nie mogłam jej znaleźć. Za to znalazłam coś co dałoby rezultat na...na zawsze. Wzięłam żyletkę do ręki i udałam się z powrotem do siebie. Włożyłam ja do torebki,by móc sobie pomóc w każdej chwili. Minęła 22:17. Położyłam się i z trudnością zasnęłam.Była 1:45 gdy przyśnił mi się Ross jak obiecał Sally,że jej nigdy nie opuści i ją pocałował. Wyjęłam ostry przedmiot z torby.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Laura jest bardzo załamana.
Co zrobi?
Czy przeżyje to,że ze strachu odrzuciła chłopaka którego kochała?
Odpowiedzi szukajcie w kolejnym rozdziale.
Do napisania :*