*Laura
Jego serce nadal biło nieregularnie. Wsłuchałam się..odpłynęłam. Po chwili ktoś położył rękę na mojej głowie. Głaskał moje włosy. Przestraszyłam się. Oderwałam głowę od blondyna. Spojrzałam za siebie,ale nikogo nie było. Wtedy spojrzałam na chłopaka. Jego brązowe oczy były wlepione we mnie. Na jego ustach widniał lekki uśmiech.
- Ross ! - krzyknęłam z uśmiechem. Chłopak nadal na mnie patrzył.
- Przytul się do mnie. - wyszeptał. Nie protestowałam.
- Dlaczego to zrobiłeś?
- Napisałem ci wszystko.
- I tylko przeze mnie?
- Aż przez ciebie...kocham cię.
- Ross..yym...
- Nie czujesz tego samego,prawda?
- Kocham cię,ale..
- Ale?
- Bałam ci się to powiedzieć,bo sama kazałam ci ode mnie odejść,udawać. A teraz o mały włos by cię tu nie było, PRZEZE MNIE !
- To nie było przez ciebie. To nie ty mi to zrobiłaś. To był mój wybór.
- Ale wychodzi na to,że tak jakby to ja ci zrobiłam.
- Kochasz mnie? -zapytał ponownie.
- Ko - kocham cię. -odpowiedziałam jakoś niepewnie,jąkając się.
-Wiesz,ze mi na tobie zależy i gdy nie będziesz ze mną to zrobię to ponownie,nikomu nie dając znać. Nikt nie zdoła mnie uratować,tak jak tym razem udało się tobie.
-Oom... Ross ! - rozpłakałam się.
- Nie płacz. - mówiąc zaczął gładzić mnie po głowie - Laura,słyszysz?
- Nie zrobisz tego nigdy więcej,proszę.
- Heh,na razie nie musisz się martwić.. - gdy to powiedział zrobiłam pytająca minę by mówił dalej - bo przecież ze 2 razy mówiłaś,ze jesteś moją dziewczyną.
Nie wiedziałam o czym mówił.
-A dokładnie o co ci chodzi? - zapytałam.
- Bo od momentu gdy wpadłaś do mojego mieszkania,aż do samego przebudzenia to..no..
- No?
- To ja wszystko słyszałem i czułem. Jak się martwiłaś,płakałaś,przytulałaś się do mnie i mówiłaś,że jesteś moją dziewczyną,
Tak wsłuchałam się w jego słowa,ze nawet nie wiem kiedy się od niego oderwałam. Mówił to tak.. z uczuciem,przekonująco.
- O ty! Haha. - powiedziałam prawie krzykiem,ale żartobliwie.
- Haha i tego wszystkiego dowiedziałem się przez przypadek. Gdyby nie ta sytuacja to pewnie nigdy bym sie nie dowiedział o niektórych cechach twojego charakteru.
- Udało ci się,wiesz. Nie mówię tu o tym,że to słyszałeś,ale że żyjesz.
- Laura? - powiedział całkiem poważnie.
- Tak?
- Ja..ch-chciałbym się coś cie-ciebie zapytać - powiedziałem jąkając się.
-To pytaj. Śmiało.
- Jak ju-już mó-mówiłaś,że jesteś moją dziewczyną to-to może..
- Może?
- Chciałabyś być ze mną?
- Oczywiście! - krzyknęłam i przywarłam do chłopaka.
On złapał mnie za podbródek przyciągając moją głowę bliżej swojej. Po sekundzie poczułam jego usta przy swoich. Zamknęłam oczy. Całowaliśmy się z minutę. Po chwili do sali wszedł doktor.
- Muszę zabrać pana Lyncha na kilku godzinne badania.
- To pa Rossy. - pożegnałam się z chłopakiem.
- Pa kochanie. - odpowiedział słodkim tonem.
Wyszłam ze szpitala o 14:15. W domu Byłam 30 minut później.
- Laura to ty?
- Tak mamo.
-Właśnie skończyłam gotować obiad. Wejdź do jadalni zaraz podam.
- OK.
Mama po 5 minutach nakryła do stołu i przyniosła spaghetti.
- Proszę. - powiedziała siadając na przeciwko mnie.
- Dziękuję. Był pyszny. - podziękowałam wstając od stołu.
- Laura. Kiedyś brałaś albumy ze zdjęciami rodzinnymi i się gdzieś zapodziały.
- Poszukam. Na pewno są gdzieś u mnie. To idę.
Udałam się do siebie i zaczęłam poszukiwania. Przewaliłam całe biurko,szafę,komodę i półki. Gdzie ja mogłam to włożyć? Hmm. No tak pod łóżkiem w szufladzie! Tak tam na pewno będą. Odsunęłam szufladę. Matko jaki w niej bałagan! Wyciągałam wszystko po kolei. Opakowanie chusteczek,4 poduszki,z 20 książek,szminka,szpilki,puder,globus,pluszowy miś z dzieciństwa,salami,lampka..Zaraz chwila! Skąd w mojej szufladzie wzięło się salami? Eh mniejsza o to. Szkoda,że albumów ani śladu. Rodzice i Van mnie zabiją. Położyłam się na łóżku i myślałam gdzie zawieruszyłam pamiątki. Nagle przypomniałam sobie o pudełku pod szafą.Wyciągnęłam je i zajrzałam do środka. Jest! Znalazłam! Zniosłam je na dół i zostawiłam na ławie w salonie. Usiadłam na kanapie i włączyłam TV. Leciał jakiś konkurs "Mieszaj i graj"? Zobaczyłam,ze jest już godzina 21:40,więc umyłam się i położyłam się spać.
Translate
środa, 24 września 2014
poniedziałek, 22 września 2014
9. Co ty żeś narobił ! Jesteś z siebie dumny?
*Laura
Leżał bez ruchu na podłodze. Wokół niego było pełno krwi. Rozpłakałam się i podbiegłam do niego. Podciął sobie żyły. Sprawdziłam puls. "Jeszcze żyje!"-pomyślałam. Szybko zadzwoniłam po pogotowie. Zjawili się po 10 minutach,zabrali go na nosze i włożyli do karetki.
- Mogłabym jechać z nim?
- Kim dla niego jesteś? - zapytał lekarz.
- Oyym..dziewczyną.
- To wsiadaj. Szybko!
Pojazd ruszył. Lekarz wziął rękę Ross'a by obejrzeć rany.
- Ou,wygląda poważnie. Może tego nie przeżyć,stracił zbyt wiele krwi.- poinformował doktor.
Co? On nie mówi tego na poważnie,prawda? Patrzyłam na chłopaka,a oczy zachodziły mi łzami. Stałam bez ruchu,aż w końcu się rozpłakałam.
Dojechaliśmy na miejsce. Blondyna gdzieś zabrali. Usiadłam w poczekalni.
*30 minut później:
Nikt mi nie dawał znać co z chłopakiem.więc podeszłam do recepcji zapytać gdzie leży. Później ruszyłam w stronę tej sali. Weszłam do pomieszczenia. Ross leżał na łóżku. Był popodpinany do wielu przeróżnych urządzeń. Siedział przy nim lekarz,który gdy weszłam od razu popatrzył w moja stronę.
- Przepraszam,teraz musi pani wyjść,ponieważ przeprowadzane są badania.
- Ale..ale
- Żadnych "ale",proszę poczekać za drzwiami. Jak skończę zawołam panią.
- Dobrze.
*10 minut później:
Drzwi otwarły się. Lekarz powiedział,że mogę już wejść. Usiadłam przy Rossie.
- Kim pani dla niego jest?- zapytał lekarz.
- Dziewczyną.
- No dobrze,przepraszam.-odpowiedział i zniknął za drzwiami.
Zostałam sama z blondynem. Rozpłakałam się. Był chyba w śpiączce,bo nie otwierał oczu,nie reagował. Obie ręce miał na wierzchu. Jedna ręka zabandażowana. Na bandażach była krew. Powiedziałam na głos ni do siebie ni do niego: "Ross. Co ci wpadło do głowy. Co ty żeś zrobił." Płakałam coraz bardziej. Położyłam mu głowę na torsie dalej mówiąc: "Jak mogłeś? Chciałeś mnie zostawić na tym świecie samą? Musisz z tego wyjść,dla mnie." Złapałam jego dłoń,była zimna. Miło tak było sobie na nim poleżeć,tylko szkoda,że w szpitalu. Słuchałam nieregularnego bicia jego serca. Wszedł lekarz,powiedział że czas na odwiedziny minął i że mogę przyjść jutro od 8:00. Pocałowałam Ross'a w policzek i wyszłam. wróciłam do domu o 20:43. Wzięłam prysznic i ubrana w piżamę położyłam się i zasnęłam.
*Czwartek
Zadzwonił budzik. Szybko wstałam wzięłam szybki prysznic,rozczesałam włosy,zostawiając je rozpuszczone,zrobiłam makijaż i zeszłam na dół by zjeść. Usiadłam do stołu,a mama podała mi śniadanie. Van dopiero zeszła na dół.
- Mamo? - przerwałam ciszę.
- Tak?
- Czy mogłabym nie iść dzisiaj do szkoły?
- A to czemu?
- No bo..znasz Ross'a. Prawda?
- Jakiego znowu Ross'a?
- Gra w zespole R5. Wspominałam ci trochę czasu temu o nich.
- A no tak kojarzę.
- To on chodzi ze mną do klasy od tego roku.
- I?
- No i jest w szpitalu w krytycznym stanie i chciałabym do niego jak najszybciej iść. Zgadzasz się?
- No dobrze. Jedna nieobecność ci nie zaszkodzi.
- Dzięki.-odpowiedziałam i poszłam do siebie do pokoju. Poprawiłam włosy i makijaż. Podeszłam do szafy. Po 10 minutach znalazłam jak dla mnie idealny strój na wyjście:
Leżał bez ruchu na podłodze. Wokół niego było pełno krwi. Rozpłakałam się i podbiegłam do niego. Podciął sobie żyły. Sprawdziłam puls. "Jeszcze żyje!"-pomyślałam. Szybko zadzwoniłam po pogotowie. Zjawili się po 10 minutach,zabrali go na nosze i włożyli do karetki.
- Mogłabym jechać z nim?
- Kim dla niego jesteś? - zapytał lekarz.
- Oyym..dziewczyną.
- To wsiadaj. Szybko!
Pojazd ruszył. Lekarz wziął rękę Ross'a by obejrzeć rany.
- Ou,wygląda poważnie. Może tego nie przeżyć,stracił zbyt wiele krwi.- poinformował doktor.
Co? On nie mówi tego na poważnie,prawda? Patrzyłam na chłopaka,a oczy zachodziły mi łzami. Stałam bez ruchu,aż w końcu się rozpłakałam.
Dojechaliśmy na miejsce. Blondyna gdzieś zabrali. Usiadłam w poczekalni.
*30 minut później:
Nikt mi nie dawał znać co z chłopakiem.więc podeszłam do recepcji zapytać gdzie leży. Później ruszyłam w stronę tej sali. Weszłam do pomieszczenia. Ross leżał na łóżku. Był popodpinany do wielu przeróżnych urządzeń. Siedział przy nim lekarz,który gdy weszłam od razu popatrzył w moja stronę.
- Przepraszam,teraz musi pani wyjść,ponieważ przeprowadzane są badania.
- Ale..ale
- Żadnych "ale",proszę poczekać za drzwiami. Jak skończę zawołam panią.
- Dobrze.
*10 minut później:
Drzwi otwarły się. Lekarz powiedział,że mogę już wejść. Usiadłam przy Rossie.
- Kim pani dla niego jest?- zapytał lekarz.
- Dziewczyną.
- No dobrze,przepraszam.-odpowiedział i zniknął za drzwiami.
Zostałam sama z blondynem. Rozpłakałam się. Był chyba w śpiączce,bo nie otwierał oczu,nie reagował. Obie ręce miał na wierzchu. Jedna ręka zabandażowana. Na bandażach była krew. Powiedziałam na głos ni do siebie ni do niego: "Ross. Co ci wpadło do głowy. Co ty żeś zrobił." Płakałam coraz bardziej. Położyłam mu głowę na torsie dalej mówiąc: "Jak mogłeś? Chciałeś mnie zostawić na tym świecie samą? Musisz z tego wyjść,dla mnie." Złapałam jego dłoń,była zimna. Miło tak było sobie na nim poleżeć,tylko szkoda,że w szpitalu. Słuchałam nieregularnego bicia jego serca. Wszedł lekarz,powiedział że czas na odwiedziny minął i że mogę przyjść jutro od 8:00. Pocałowałam Ross'a w policzek i wyszłam. wróciłam do domu o 20:43. Wzięłam prysznic i ubrana w piżamę położyłam się i zasnęłam.
*Czwartek
Zadzwonił budzik. Szybko wstałam wzięłam szybki prysznic,rozczesałam włosy,zostawiając je rozpuszczone,zrobiłam makijaż i zeszłam na dół by zjeść. Usiadłam do stołu,a mama podała mi śniadanie. Van dopiero zeszła na dół.
- Mamo? - przerwałam ciszę.
- Tak?
- Czy mogłabym nie iść dzisiaj do szkoły?
- A to czemu?
- No bo..znasz Ross'a. Prawda?
- Jakiego znowu Ross'a?
- Gra w zespole R5. Wspominałam ci trochę czasu temu o nich.
- A no tak kojarzę.
- To on chodzi ze mną do klasy od tego roku.
- I?
- No i jest w szpitalu w krytycznym stanie i chciałabym do niego jak najszybciej iść. Zgadzasz się?
- No dobrze. Jedna nieobecność ci nie zaszkodzi.
- Dzięki.-odpowiedziałam i poszłam do siebie do pokoju. Poprawiłam włosy i makijaż. Podeszłam do szafy. Po 10 minutach znalazłam jak dla mnie idealny strój na wyjście:
Ubrałam się. Była już 7:50 więc szybko wyszłam z domu. Przez całą drogę prawie biegłam. Dotarłam na miejsce o 8:04. Weszłam do sali,znów był w niej lekarz.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry. Punktualna pani jest. - zaśmiał się lekarz.
- Wybudził się już?
- Nie,mamy nadzieję,że się obudzi. Już powinien trochę reagować. Powinien już powiedzieć kilka słów.
- Co z jego stanem?
- Jeszcze krytyczny ale ustabilizowany.
- Uff. - trochę mi ulżyło po słowach lekarza. Nie pogorszyło się mu przez noc. Lekarz wyszedł,a ja usiadłam na taborecie obok łóżka chłopaka. Dotknęłam ręki blondyna. Była nie zimna,lecz letnia. Znów położyłam głowę na brzuchu Ross'a. Lubiłam słuchać bicia jego serca,a miałam okazję tylko tutaj,kiedy jest jakby..nieobecny.
---------------------------------------------------------------------------------------------
Co będzie dalej?
---------------------------------------------------------------------------------------------
Co będzie dalej?
8. Jaki będzie mój wybór?
*Laura
Zbliżyłam ją do lewego nadgarstka i pociągnęłam z całej siły. Tak zrobiłam 10 głębokich krech. Bolało,ale mniej niż złamane serce. Zatamowałam płynącą krew i ponownie zasnełam.
Środa
Alarm budzika wyciągnął mnie z głębokiego snu. Wzięłam prysznic,uczesałam włosy i zrobiłam lekki makijaż.
Zjadłam na śniadanie jabłko i wyszłam z domu o 7:21. Chciałam iść wolniej niż zwykle,nawdychać się świeżego powietrza. O 7:56 weszłam do szkoły z fałszywym uśmiechem,wzięłam książki do angielskiego i poszłam pod klasę. Po 2 minutach nauczycielka wpuściła nas do sali. Ross się spóźnił. Szedł przez salę z zadziorna miną. Kątem oka zimnie na mnie zerknął i usiadł w ławce. Zrobiło mi się smutno.
W czasie przerwy jak zwykle spotkałyśmy się z Jess w łazience i rozmawiałyśmy.
*Ross
Na przerwie podeszła do mnie Sally. Usiadła na ławce i trwała cisza. Po chwili powiedziała:
- Ross?
- Tak?
-Mam dziś wolny dom,może wpadniesz?
- Nie dzisiaj,ale dziękuję za zaproszenie.
- Ostatnio też odmówiłeś. Unikasz mnie? ... Co?! Tak,wiedziałam! Nasz związek nie ma sensu! Zdradzasz mnie?
- Sally! Co ci się dzieje!
*Laura
Szłam pod klasę,lecz w pewnej chwili usłyszałam kłótnię Ross'a i Sally. Nie słyszałam całości,ale choć trochę:
- Nie udawaj,przecież widzę jak patrzysz na Laurę!
- Co?
- To zaprzecz,że między tobą a nią nic nie ma!
Cisza Ross się nie odezwał.
- Tak jak myślałam! Gratuluję i szczęścia życzę! - wykrzyczała zapłakana Sally.
Zobaczyłam,że Ross wstał,a że nie chciałam być zauważona odwróciłam się z zamiarem wrócenia do toalety,lecz podbiegł do mnie..
- Laura! Zaczekaj!
- Nie. Śpieszy mi się,Pa.
Złapał mnie mocno za ramię,odwrócił do siebie i w tym momencie odpłynęłam w jego czułym pocałunku. Kilka sekund nie wiedziałam co się dzieje,było miło,czułam..motyle w brzuchu, ,ale czy tego chciałam? Odepchnęłam od siebie chłopaka i zbiegłam po schodach do łazienki. Po dzwonku wróciłam na lekcję. Ross nie dawał mi spokoju. Ciągle mi wysyłał liściki typu:"wiem,że tego chciałaś","tęsknię za tobą","chcę cię tylko dla siebie"..
Na żadną nie odpisałam. Na przerwach uciekałam do WC. Po lekcjach wpadłam do domu jak torpeda,Położyłam się na łóżku i myślałam o dzisiejszym zdarzeniu. Nie na długo mogłam cieszyć się chwilą ciszy w której miałam okazję wspomnieć chwilę w której poczułam się potrzebna komuś kto jest mi potrzebny. Dostałam SMS'a. Był od Ross'a. Jego treść:
"Jeśli cię to uraziło,nie chciałaś tego to przepraszam. Jesteś mi potrzebna jak tlen,a bez tlenu nie ma życia. To już ostatnia wiadomość ode mnie. Nigdy mnie już nie zobaczysz. Nie mogę bez ciebie żyć,skrócę sobie cierpienie,tęsknotę za kimś dla kogo jestem nikim. Nie odpisuj,bo i tak nie dostaniesz już odpowiedzi."
Matko przecież on się chce zabić!!! Szybko wystukałam na klawiszach telefonu:
"Ross! Kocham cię! Nie chciałam ci tego mówić,bo sama kazałam ci odejść. Wiesz jak cierpiałam,gdy dowiedziałam się,że masz dziewczynę? Proszę odpisz mi!"
Czekałam z 5 minut,nie dostałam odpowiedzi. Szybko wybiegłam z domu,złapałam taksówkę i pojechałam do budynku w którym mnie wcześniej więził. Drzwi były zamknięte. W torebce na szczęście miałam zapasowe kluczyki,których nie oddałam mu od czasu kiedy uciekłam. Bałam się co tam zastanę.
Otworzyłam drzwi. Zobaczyłam Ross'a ..
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czy Ross napisał prawdę w SMS'ie do Laury?
Zbliżyłam ją do lewego nadgarstka i pociągnęłam z całej siły. Tak zrobiłam 10 głębokich krech. Bolało,ale mniej niż złamane serce. Zatamowałam płynącą krew i ponownie zasnełam.
Środa
Alarm budzika wyciągnął mnie z głębokiego snu. Wzięłam prysznic,uczesałam włosy i zrobiłam lekki makijaż.
Zjadłam na śniadanie jabłko i wyszłam z domu o 7:21. Chciałam iść wolniej niż zwykle,nawdychać się świeżego powietrza. O 7:56 weszłam do szkoły z fałszywym uśmiechem,wzięłam książki do angielskiego i poszłam pod klasę. Po 2 minutach nauczycielka wpuściła nas do sali. Ross się spóźnił. Szedł przez salę z zadziorna miną. Kątem oka zimnie na mnie zerknął i usiadł w ławce. Zrobiło mi się smutno.
W czasie przerwy jak zwykle spotkałyśmy się z Jess w łazience i rozmawiałyśmy.
*Ross
Na przerwie podeszła do mnie Sally. Usiadła na ławce i trwała cisza. Po chwili powiedziała:
- Ross?
- Tak?
-Mam dziś wolny dom,może wpadniesz?
- Nie dzisiaj,ale dziękuję za zaproszenie.
- Ostatnio też odmówiłeś. Unikasz mnie? ... Co?! Tak,wiedziałam! Nasz związek nie ma sensu! Zdradzasz mnie?
- Sally! Co ci się dzieje!
*Laura
Szłam pod klasę,lecz w pewnej chwili usłyszałam kłótnię Ross'a i Sally. Nie słyszałam całości,ale choć trochę:
- Nie udawaj,przecież widzę jak patrzysz na Laurę!
- Co?
- To zaprzecz,że między tobą a nią nic nie ma!
Cisza Ross się nie odezwał.
- Tak jak myślałam! Gratuluję i szczęścia życzę! - wykrzyczała zapłakana Sally.
Zobaczyłam,że Ross wstał,a że nie chciałam być zauważona odwróciłam się z zamiarem wrócenia do toalety,lecz podbiegł do mnie..
- Laura! Zaczekaj!
- Nie. Śpieszy mi się,Pa.
Złapał mnie mocno za ramię,odwrócił do siebie i w tym momencie odpłynęłam w jego czułym pocałunku. Kilka sekund nie wiedziałam co się dzieje,było miło,czułam..motyle w brzuchu, ,ale czy tego chciałam? Odepchnęłam od siebie chłopaka i zbiegłam po schodach do łazienki. Po dzwonku wróciłam na lekcję. Ross nie dawał mi spokoju. Ciągle mi wysyłał liściki typu:"wiem,że tego chciałaś","tęsknię za tobą","chcę cię tylko dla siebie"..
Na żadną nie odpisałam. Na przerwach uciekałam do WC. Po lekcjach wpadłam do domu jak torpeda,Położyłam się na łóżku i myślałam o dzisiejszym zdarzeniu. Nie na długo mogłam cieszyć się chwilą ciszy w której miałam okazję wspomnieć chwilę w której poczułam się potrzebna komuś kto jest mi potrzebny. Dostałam SMS'a. Był od Ross'a. Jego treść:
"Jeśli cię to uraziło,nie chciałaś tego to przepraszam. Jesteś mi potrzebna jak tlen,a bez tlenu nie ma życia. To już ostatnia wiadomość ode mnie. Nigdy mnie już nie zobaczysz. Nie mogę bez ciebie żyć,skrócę sobie cierpienie,tęsknotę za kimś dla kogo jestem nikim. Nie odpisuj,bo i tak nie dostaniesz już odpowiedzi."
Matko przecież on się chce zabić!!! Szybko wystukałam na klawiszach telefonu:
"Ross! Kocham cię! Nie chciałam ci tego mówić,bo sama kazałam ci odejść. Wiesz jak cierpiałam,gdy dowiedziałam się,że masz dziewczynę? Proszę odpisz mi!"
Czekałam z 5 minut,nie dostałam odpowiedzi. Szybko wybiegłam z domu,złapałam taksówkę i pojechałam do budynku w którym mnie wcześniej więził. Drzwi były zamknięte. W torebce na szczęście miałam zapasowe kluczyki,których nie oddałam mu od czasu kiedy uciekłam. Bałam się co tam zastanę.
Otworzyłam drzwi. Zobaczyłam Ross'a ..
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Czy Ross napisał prawdę w SMS'ie do Laury?
Subskrybuj:
Posty (Atom)
