*Laura
Sobota
Był to Ross. Nie odebrałam. Po chwili dostałam SMS'a o treści:
"Nie chce cie straszyć. Nie chcę byś myślała,że się zemszczę. Po prostu daj znać,że nic ci nie jest. Martwię się.
Miałam mu odpisać. Cokolwiek,ale siostra na szczęście wybiła mi to z głowy. Przecież mógł tu przyjechać i mi coś zrobić za to,że uciekłam. Potem żeby ponownie zapomnieć Van zabrała mnie nad morze. Było gorąco,bo 35 stopni,więc weszłyśmy do wody. Zaczęłyśmy się chlapać,robić zawody na to,która dłużej wytrzyma pod wodą. Za pierwszym razem wygrałam. Kupiłyśmy lody w jednym ze stoisk i poszłyśmy do wesołego miasteczka popatrzeć na ludzi. Była 20:15,a za 15 minut miała być dyskoteka,ale pojechałyśmy do domu bo miałam iść jutro do szkoły. do domu dotarłyśmy o godzinie 21:00. Vanessa zaparkowała samochód,a ja wykapałam się i położyłam się na łóżku gotowa zasnąć. Przypomniałam sobie o Rossie. Znów poczułam się zmieszana. Bałam się i jego i tej mojej miłości. Później zasnęłam. Po raz drugi śnił mi się sen,sen przez który musiałam ukryć uczucie,którym darzyłam chłopaka.
Śniło mi się,że on tylko udawał takiego dobrego dla mnie,że chciał żebym przez niego cierpiała.
Niedziela
Wstałam około godziny 11:00,zrobiłam lekki makijaż,uczesałam się i zeszłam na śniadanie. Rodziny nie było w domu. Ucieszyłam się,że będę miała trochę spokoju. Postanowiłam oglądnąć film "Pies wampir". Haha wiem trochę dziwne.Skończył się koło 15:10. Weszłam na górę do swojego pokoju i włączyłam komputer,puściłam muzykę i położyłam się na łóżku.Gdy się zorientowałam była już 19:30,a moja rodzina w domu. Wykąpałam się i położyłam się spać. Nawet cieszyłam się,że miałam jeden dzień wolny od tych ich pytań. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Poniedziałek
Rano jak co dzień obudził mnie dźwięk budzika. Wstałam,wzięłam prysznic,uczesałam się i zrobiłam bardzo lekki makijaż. Później zeszłam i zjadłam naleśniki przygotowane przez mamę. Były przepyszne. O 7:40 wyszłam do szkoły. Na samą myśl spotkania chłopaka chciało mi się po prostu płakać. O 8:01 weszłam do szkoły. Poszłam do szafki,z której wzięłam książki na lekcje i udałam się do sali. Przekraczając próg pomieszczenia zauważyłam,ze wszyscy patrzą na mnie. Przeprosiłam za spóźnienie i szybko usiadłam w swojej ławce. Ross od razu podrzucił mi liścik: "Chce z tobą porozmawiać,więc nie uciekaj przede mną.". Schowałam karteczkę do kieszeni,lecz po chwili dostałam drugą: "Nie wiem co ci się wczoraj stało. Chciałem mieć tylko z kim porozmawiać. Uratowałem cię.Powinnaś być wdzięczna". Odpisałam: "Jestem wdzięczna,ale udajmy,że nic się nie stało.Udajmy,że się nie znamy.Musimy", on napisał: "Ja tak nie mogę". Mam go dość. Gdy zadzwonił dzwonek ogłaszający przerwę,chciałam jak najszybciej uciec. Wybiegłam z klasy,ale Ross złapał mnie za ramię.
- Czego chcesz?!-krzyknęłam
- Co ty odstawiasz?!
- Ja nic. Mówiłam ci,że nie chcę mieć z tobą nic wspólnego! A teraz puszczaj! - wydarłam rękę i szybko wbiegłam do łazienki. Tam zobaczyłam Jess. Usiadłyśmy i czekałyśmy do końca przerwy. Dzwonek zadzwonił więc poszłyśmy na drugą lekcję. Ross jakoś dziwnie szybko ustąpił. Nie atakował mnie ani na mnie nie patrzył. Po siódmej lekcji moja przyjaciółka przyniosła wiadomość o Rossie. Na wieść,że znalazł sobie dziewczynę rozpłakałam się. Cały tusz z rzęs teraz spływał ze łzami po policzkach. Chodzi z córką dyrektora,Sally-to wysoka dziewczyna o długich,prostych blond włosach i zielonych oczach. Nie dziwię się,że Ross tak szybko odpuścił,przecież dostał szansę u "szkolnej piękności".
Po dzwonku szybko poprawiłam makijaż i poszłam na ostatnią lekcję. Po 45 minutach wybiegłam ze szkoły,wpadłam do pokoju jak torpeda,usiadłam w kącie i znów zaczęłam płakać.
Nie mogłam się pogodzić z tym,że wiedziałam,że coś do niego czuję,a kazałam mu na siłę odejść.
Jest tego jeden plus: wiem chociaż,że on nic do mnie nie czuł. Jakby mnie kochał to by mnie nie zostawił,walczył by o mnie.
W pewnej chwili usłyszałam otwierające się drzwi,w których stanęła Van.
Translate
czwartek, 26 czerwca 2014
piątek, 13 czerwca 2014
5. Sen i rzeczywistość.
*Ross
Wyszedłem z łazienki około 12:20 i spostrzegłem,że nie ma Laury. Przeszukałem wszystkie pomieszczenia,lecz nigdzie jej nie znalazłem. Wybrałam się pokręcić po mieście,by zobaczyć czy może się gdzieś nie włóczy.
*Laura
Po 40 minutach dojechałam do domu Jess. Nawet nie podeszłam do drzwi,które już otworzyła.
- Cześć. - podeszłam i uśmiechnęłam się do blondynki.
- Hej. Co ty żeś wymyśliła? Gdzie byłaś przez całą noc ?
- Nie chcę o tym rozmawiać.
- No dobra,powiesz kiedy indziej,teraz chodź do mojego pokoju.
Weszłam do pomieszczenia,a Jess poszła na dół. Po 5 minutach wróciła,kładąc na stoliku tacę z 2 herbatami i miską czipsów.
- Ten no .. Ross do mnie dzwonił czy tutaj jesteś ale powiedziałam,że cie nie widziałam od wczoraj.
- Dziękuję. Kochana jesteś. - wstałam i ją przytuliłam.
- Od czego ma się przyjaciół. - powiedziała pół śmiechem.
Dokończyłyśmy pić herbatę i jeść chrupki przy oglądaniu filmu "3 metry nad niebem" później oglądnęłyśmy jego drugą część. Gdy skończyłyśmy była już godzina 19:05 więc poprosiłam przyjaciółkę o odwiezienie mnie do domu. Na miejscu pożegnałam się z nią i weszłam do budynku. Od razu zaczęły się pytania:
- Gdzie byłaś?
- Mówiłam wam rano,że u Jess.
- Dlaczego nie zadzwoniłaś?
- Zapomniałam telefonu z domu.
- Zadzwonimy do jej rodziców zapytać czy to prawda.
- Zadzwońcie,jej rodzice nie wiedzieli,że będę u nich nocować,bo ich nie było.
- No dobra Laura,do siebie.
Poszłam do swojego pokoju nie przez to,że mi kazali tylko dlatego,że chciałam wszystko przemyśleć. Potem umyłam się i przebrana w piżamę położyłam się do łóżka. Nawet nie wiem kiedy znalazłam się w krainie Morfeusza. Śnił mi się sen..o Rossie. Od tamtej chwili poczułam do niego coś więcej,ale nadal się go bałam. Może tego,że mnie wykorzysta. Może bałam się darzyć taką osobę tak wyjątkowym uczuciem. Sama nie wiem. Rano obudziłam się o 10:00. Powoli wstałam,wzięłam prysznic i przebrana uczesałam włosy w kucyk. Nie robiłam makijażu,ponieważ nie zamierzałam nigdzie wychodzić. Usiadłam i zaczęłam czytać czasopisma.
Z kolorowych gazet wyrwała mnie moja starsza siostra Vanessa. Ma 20 lat. Usiadła koło mnie na podłodze.
- Laura,powiedz prawdę. Gdzie byłaś przez całą noc? - zapytała po chwili.
- Mówiłam wam już,że u Jess! ile jeszcze razy będziecie pytać?
- Nie martw się nie powiem rodzicom. Powiedz tak dla spokoju.
- Taki chłopak mnie porwał. Znaczy pierwsze uratował,a potem porwał. Uciekłam mu..
- Zgłoś to na policję!
- Nie! Nie mogę!
- Dlaczego nie możesz? Groził ci?
- Nie groził mi,ale nie mogę i tyle. Obiecaj,że ty też tego nie zrobisz.
- Obiecuję.
- Jakby przyszedł taki wysoki blondyn to powiedz,że mnie nie ma i że prędko nie wrócę.
- Dobrze. - odpowiedziała i wyszła.
Potem zeszłam zjeść śniadanie. Po posiłku zaprosiłam siostrę do mnie i oglądnęłyśmy "Legalna blondynka". Film skończył się o 13:55. Zapomniałam o strachu,byłam radosna,lecz w tej chwili zaczął dzwonić mój telefon.
Wyszedłem z łazienki około 12:20 i spostrzegłem,że nie ma Laury. Przeszukałem wszystkie pomieszczenia,lecz nigdzie jej nie znalazłem. Wybrałam się pokręcić po mieście,by zobaczyć czy może się gdzieś nie włóczy.
*Laura
Po 40 minutach dojechałam do domu Jess. Nawet nie podeszłam do drzwi,które już otworzyła.
- Cześć. - podeszłam i uśmiechnęłam się do blondynki.
- Hej. Co ty żeś wymyśliła? Gdzie byłaś przez całą noc ?
- Nie chcę o tym rozmawiać.
- No dobra,powiesz kiedy indziej,teraz chodź do mojego pokoju.
Weszłam do pomieszczenia,a Jess poszła na dół. Po 5 minutach wróciła,kładąc na stoliku tacę z 2 herbatami i miską czipsów.
- Ten no .. Ross do mnie dzwonił czy tutaj jesteś ale powiedziałam,że cie nie widziałam od wczoraj.
- Dziękuję. Kochana jesteś. - wstałam i ją przytuliłam.
- Od czego ma się przyjaciół. - powiedziała pół śmiechem.
Dokończyłyśmy pić herbatę i jeść chrupki przy oglądaniu filmu "3 metry nad niebem" później oglądnęłyśmy jego drugą część. Gdy skończyłyśmy była już godzina 19:05 więc poprosiłam przyjaciółkę o odwiezienie mnie do domu. Na miejscu pożegnałam się z nią i weszłam do budynku. Od razu zaczęły się pytania:
- Gdzie byłaś?
- Mówiłam wam rano,że u Jess.
- Dlaczego nie zadzwoniłaś?
- Zapomniałam telefonu z domu.
- Zadzwonimy do jej rodziców zapytać czy to prawda.
- Zadzwońcie,jej rodzice nie wiedzieli,że będę u nich nocować,bo ich nie było.
- No dobra Laura,do siebie.
Poszłam do swojego pokoju nie przez to,że mi kazali tylko dlatego,że chciałam wszystko przemyśleć. Potem umyłam się i przebrana w piżamę położyłam się do łóżka. Nawet nie wiem kiedy znalazłam się w krainie Morfeusza. Śnił mi się sen..o Rossie. Od tamtej chwili poczułam do niego coś więcej,ale nadal się go bałam. Może tego,że mnie wykorzysta. Może bałam się darzyć taką osobę tak wyjątkowym uczuciem. Sama nie wiem. Rano obudziłam się o 10:00. Powoli wstałam,wzięłam prysznic i przebrana uczesałam włosy w kucyk. Nie robiłam makijażu,ponieważ nie zamierzałam nigdzie wychodzić. Usiadłam i zaczęłam czytać czasopisma.
Z kolorowych gazet wyrwała mnie moja starsza siostra Vanessa. Ma 20 lat. Usiadła koło mnie na podłodze.
- Laura,powiedz prawdę. Gdzie byłaś przez całą noc? - zapytała po chwili.
- Mówiłam wam już,że u Jess! ile jeszcze razy będziecie pytać?
- Nie martw się nie powiem rodzicom. Powiedz tak dla spokoju.
- Taki chłopak mnie porwał. Znaczy pierwsze uratował,a potem porwał. Uciekłam mu..
- Zgłoś to na policję!
- Nie! Nie mogę!
- Dlaczego nie możesz? Groził ci?
- Nie groził mi,ale nie mogę i tyle. Obiecaj,że ty też tego nie zrobisz.
- Obiecuję.
- Jakby przyszedł taki wysoki blondyn to powiedz,że mnie nie ma i że prędko nie wrócę.
- Dobrze. - odpowiedziała i wyszła.
Potem zeszłam zjeść śniadanie. Po posiłku zaprosiłam siostrę do mnie i oglądnęłyśmy "Legalna blondynka". Film skończył się o 13:55. Zapomniałam o strachu,byłam radosna,lecz w tej chwili zaczął dzwonić mój telefon.
Subskrybuj:
Posty (Atom)