Translate

środa, 24 września 2014

10.

*Laura
Jego serce nadal biło nieregularnie. Wsłuchałam się..odpłynęłam. Po chwili ktoś położył rękę na mojej głowie. Głaskał moje włosy. Przestraszyłam się. Oderwałam głowę od blondyna. Spojrzałam za siebie,ale nikogo nie było. Wtedy spojrzałam na chłopaka. Jego brązowe oczy były wlepione we mnie. Na jego ustach widniał lekki uśmiech.
- Ross ! - krzyknęłam z uśmiechem. Chłopak nadal na mnie patrzył.
- Przytul się do mnie. - wyszeptał. Nie protestowałam.
- Dlaczego to zrobiłeś?
- Napisałem ci wszystko.
- I tylko przeze mnie?
- Aż przez ciebie...kocham cię.
- Ross..yym...
- Nie czujesz tego samego,prawda?
- Kocham cię,ale..
- Ale?
- Bałam ci się to powiedzieć,bo sama kazałam ci ode mnie odejść,udawać. A teraz o mały włos by cię tu nie było, PRZEZE MNIE !
- To nie było przez ciebie. To nie ty mi to zrobiłaś. To był mój wybór.
- Ale wychodzi na to,że tak jakby to ja ci zrobiłam.
- Kochasz mnie? -zapytał ponownie.
- Ko - kocham cię. -odpowiedziałam jakoś niepewnie,jąkając się.
-Wiesz,ze mi na tobie zależy i gdy nie będziesz ze mną to zrobię to ponownie,nikomu nie dając znać. Nikt nie zdoła mnie uratować,tak jak tym razem udało się tobie.
-Oom... Ross ! - rozpłakałam się.
- Nie płacz. - mówiąc zaczął gładzić mnie po głowie - Laura,słyszysz?
- Nie zrobisz tego nigdy więcej,proszę.
- Heh,na razie nie musisz się martwić.. - gdy to powiedział zrobiłam pytająca minę by mówił dalej - bo przecież ze 2 razy mówiłaś,ze jesteś moją dziewczyną.
Nie wiedziałam o czym mówił.
-A dokładnie o co ci chodzi? - zapytałam.
- Bo od momentu gdy wpadłaś do mojego mieszkania,aż do samego przebudzenia to..no..
- No?
- To ja wszystko słyszałem i czułem. Jak się martwiłaś,płakałaś,przytulałaś się do mnie i mówiłaś,że jesteś moją dziewczyną,
Tak wsłuchałam się w jego słowa,ze nawet nie wiem kiedy się od niego oderwałam. Mówił to tak.. z uczuciem,przekonująco.
- O ty! Haha. - powiedziałam prawie krzykiem,ale żartobliwie.
- Haha i tego wszystkiego dowiedziałem się przez przypadek. Gdyby nie ta sytuacja to pewnie nigdy bym sie nie dowiedział o niektórych cechach twojego charakteru.
- Udało ci się,wiesz. Nie mówię tu o tym,że to słyszałeś,ale że żyjesz.
- Laura? - powiedział całkiem poważnie.
- Tak?
- Ja..ch-chciałbym się coś cie-ciebie zapytać - powiedziałem jąkając się.
-To pytaj. Śmiało.
- Jak ju-już mó-mówiłaś,że jesteś moją dziewczyną to-to może..
- Może?
- Chciałabyś być ze mną?
- Oczywiście! - krzyknęłam i przywarłam do chłopaka.
On złapał mnie za podbródek przyciągając moją głowę bliżej swojej. Po sekundzie poczułam jego usta przy swoich. Zamknęłam oczy. Całowaliśmy się z minutę. Po chwili do sali wszedł doktor.
- Muszę zabrać pana Lyncha na kilku godzinne badania.
- To pa Rossy. - pożegnałam się z chłopakiem.
- Pa kochanie. - odpowiedział słodkim tonem.
Wyszłam ze szpitala o 14:15. W domu Byłam 30 minut później.
- Laura to ty?
- Tak mamo.
-Właśnie skończyłam gotować obiad. Wejdź do jadalni zaraz podam.
- OK.
Mama po 5 minutach nakryła do stołu i przyniosła spaghetti.
- Proszę. - powiedziała siadając na przeciwko mnie.
- Dziękuję. Był pyszny. - podziękowałam wstając od stołu.
- Laura. Kiedyś brałaś albumy ze zdjęciami rodzinnymi i się gdzieś zapodziały.
- Poszukam. Na pewno są gdzieś u mnie. To idę.
Udałam się do siebie i zaczęłam poszukiwania. Przewaliłam całe biurko,szafę,komodę i półki. Gdzie ja mogłam to włożyć? Hmm. No tak pod łóżkiem w szufladzie! Tak tam na pewno będą. Odsunęłam szufladę. Matko jaki w niej bałagan! Wyciągałam wszystko po kolei. Opakowanie chusteczek,4 poduszki,z 20 książek,szminka,szpilki,puder,globus,pluszowy miś z dzieciństwa,salami,lampka..Zaraz chwila! Skąd w mojej szufladzie wzięło się salami? Eh mniejsza o to. Szkoda,że albumów ani śladu. Rodzice i Van mnie zabiją. Położyłam się na łóżku i myślałam gdzie zawieruszyłam pamiątki. Nagle przypomniałam sobie o pudełku pod szafą.Wyciągnęłam je i zajrzałam do środka. Jest! Znalazłam! Zniosłam je na dół i zostawiłam na ławie w salonie. Usiadłam na kanapie i włączyłam TV. Leciał jakiś konkurs "Mieszaj i graj"? Zobaczyłam,ze jest już godzina 21:40,więc umyłam się i położyłam się spać.



poniedziałek, 22 września 2014

9. Co ty żeś narobił ! Jesteś z siebie dumny?

*Laura
Leżał bez ruchu na podłodze. Wokół niego było pełno krwi. Rozpłakałam się i podbiegłam do niego. Podciął sobie żyły. Sprawdziłam puls. "Jeszcze żyje!"-pomyślałam. Szybko zadzwoniłam po pogotowie. Zjawili się po 10 minutach,zabrali go na nosze i włożyli do karetki. 
- Mogłabym jechać z nim?
- Kim dla niego jesteś? - zapytał lekarz.
- Oyym..dziewczyną.
- To wsiadaj. Szybko!
Pojazd ruszył. Lekarz wziął rękę Ross'a by obejrzeć rany.
- Ou,wygląda poważnie. Może tego nie przeżyć,stracił zbyt wiele krwi.- poinformował doktor.
Co? On nie mówi tego na poważnie,prawda? Patrzyłam na chłopaka,a oczy zachodziły mi łzami. Stałam bez ruchu,aż w końcu się rozpłakałam.
Dojechaliśmy na miejsce. Blondyna gdzieś zabrali. Usiadłam w poczekalni.

*30 minut później:
Nikt mi nie dawał znać co z chłopakiem.więc podeszłam do recepcji zapytać gdzie leży. Później ruszyłam w stronę tej sali. Weszłam do pomieszczenia. Ross leżał na łóżku. Był popodpinany do wielu przeróżnych urządzeń. Siedział przy nim lekarz,który gdy weszłam od razu popatrzył w moja stronę.
- Przepraszam,teraz musi pani wyjść,ponieważ przeprowadzane są badania.
- Ale..ale
- Żadnych "ale",proszę poczekać za drzwiami. Jak skończę zawołam panią.
- Dobrze.

*10 minut później:
Drzwi otwarły się. Lekarz powiedział,że mogę już wejść. Usiadłam przy Rossie. 
- Kim pani dla niego jest?- zapytał lekarz.
- Dziewczyną.
- No dobrze,przepraszam.-odpowiedział i zniknął za drzwiami.
Zostałam sama z blondynem. Rozpłakałam się. Był chyba w śpiączce,bo nie otwierał oczu,nie reagował. Obie ręce miał na wierzchu. Jedna ręka zabandażowana. Na bandażach była krew. Powiedziałam na głos ni do siebie ni do niego: "Ross. Co ci wpadło do głowy. Co ty żeś zrobił." Płakałam coraz bardziej. Położyłam mu głowę na torsie dalej mówiąc: "Jak mogłeś? Chciałeś mnie zostawić na tym świecie samą? Musisz z tego wyjść,dla mnie." Złapałam jego dłoń,była zimna. Miło tak było sobie na nim poleżeć,tylko szkoda,że w szpitalu. Słuchałam nieregularnego bicia jego serca. Wszedł lekarz,powiedział że czas na odwiedziny minął i że mogę przyjść jutro od 8:00. Pocałowałam Ross'a w policzek i wyszłam. wróciłam do domu o 20:43. Wzięłam prysznic i ubrana w piżamę położyłam się i zasnęłam.

*Czwartek
Zadzwonił budzik. Szybko wstałam wzięłam szybki prysznic,rozczesałam włosy,zostawiając je rozpuszczone,zrobiłam makijaż i zeszłam na dół by zjeść. Usiadłam do stołu,a mama podała mi śniadanie. Van dopiero zeszła na dół.
- Mamo? - przerwałam ciszę.
- Tak?
- Czy mogłabym nie iść dzisiaj do szkoły?
- A to czemu?
- No bo..znasz Ross'a. Prawda?
- Jakiego znowu Ross'a?
- Gra w zespole R5. Wspominałam ci trochę czasu temu o nich.
- A no tak kojarzę.
- To on chodzi ze mną do klasy od tego roku.
- I?
- No i jest w szpitalu w krytycznym stanie i  chciałabym do niego jak najszybciej iść. Zgadzasz się?
- No dobrze. Jedna nieobecność ci nie zaszkodzi.
- Dzięki.-odpowiedziałam i poszłam do siebie do pokoju. Poprawiłam włosy i makijaż. Podeszłam do szafy. Po 10 minutach znalazłam jak dla mnie idealny strój na wyjście:



Ubrałam się. Była już 7:50 więc szybko wyszłam z domu. Przez całą drogę prawie biegłam. Dotarłam na miejsce o 8:04. Weszłam do sali,znów był w niej lekarz.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry. Punktualna pani jest. - zaśmiał się lekarz.
- Wybudził się już?
- Nie,mamy nadzieję,że się obudzi. Już powinien trochę reagować. Powinien już powiedzieć kilka słów.
- Co z jego stanem?
- Jeszcze krytyczny ale ustabilizowany.
- Uff. - trochę mi ulżyło po słowach lekarza. Nie pogorszyło się mu przez noc. Lekarz wyszedł,a ja usiadłam na taborecie obok łóżka chłopaka. Dotknęłam ręki blondyna. Była nie zimna,lecz letnia. Znów położyłam głowę na brzuchu Ross'a. Lubiłam słuchać bicia jego serca,a miałam okazję tylko tutaj,kiedy jest jakby..nieobecny.


---------------------------------------------------------------------------------------------

Co będzie dalej?

8. Jaki będzie mój wybór?

*Laura
Zbliżyłam ją do lewego nadgarstka i pociągnęłam z całej siły. Tak zrobiłam 10 głębokich krech. Bolało,ale mniej niż złamane serce. Zatamowałam płynącą krew i ponownie zasnełam.

Środa
Alarm budzika wyciągnął mnie z głębokiego snu. Wzięłam prysznic,uczesałam włosy i zrobiłam lekki makijaż.
Zjadłam na śniadanie jabłko i wyszłam z domu o 7:21. Chciałam iść wolniej niż zwykle,nawdychać się świeżego powietrza. O 7:56 weszłam do szkoły z fałszywym uśmiechem,wzięłam książki do angielskiego i poszłam pod klasę. Po 2 minutach nauczycielka wpuściła nas do sali. Ross się spóźnił. Szedł przez salę z zadziorna miną. Kątem oka zimnie na mnie zerknął i usiadł w ławce. Zrobiło mi się smutno.
W czasie przerwy jak zwykle spotkałyśmy się z Jess w łazience i rozmawiałyśmy.

*Ross
Na przerwie podeszła do mnie Sally. Usiadła na ławce i trwała cisza. Po chwili powiedziała:
- Ross?
- Tak?
-Mam dziś wolny dom,może wpadniesz?
- Nie dzisiaj,ale dziękuję za zaproszenie.
- Ostatnio też odmówiłeś. Unikasz mnie? ... Co?! Tak,wiedziałam! Nasz związek nie ma sensu! Zdradzasz mnie?
- Sally! Co ci się dzieje!

*Laura
Szłam pod klasę,lecz w pewnej chwili usłyszałam kłótnię Ross'a i Sally. Nie słyszałam całości,ale choć trochę:
- Nie udawaj,przecież widzę jak patrzysz na Laurę!
- Co?
- To zaprzecz,że między tobą a nią nic nie ma!
Cisza Ross się nie odezwał.
- Tak jak myślałam! Gratuluję i szczęścia życzę! - wykrzyczała zapłakana Sally.
Zobaczyłam,że Ross wstał,a że nie chciałam być zauważona odwróciłam się z zamiarem wrócenia do toalety,lecz podbiegł do mnie..
- Laura! Zaczekaj!
- Nie. Śpieszy mi się,Pa.
Złapał mnie mocno za ramię,odwrócił do siebie i w tym momencie odpłynęłam w jego czułym pocałunku. Kilka sekund nie wiedziałam co się dzieje,było miło,czułam..motyle w brzuchu, ,ale czy tego chciałam? Odepchnęłam od siebie chłopaka i zbiegłam po schodach do łazienki. Po dzwonku wróciłam na lekcję. Ross nie dawał mi spokoju. Ciągle mi wysyłał liściki typu:"wiem,że tego chciałaś","tęsknię za tobą","chcę cię tylko dla siebie"..
Na żadną nie odpisałam. Na przerwach uciekałam do WC. Po lekcjach wpadłam do domu jak torpeda,Położyłam się na łóżku i myślałam o dzisiejszym zdarzeniu. Nie na długo mogłam cieszyć się chwilą ciszy w której miałam okazję wspomnieć chwilę w której poczułam się potrzebna komuś kto jest mi potrzebny. Dostałam SMS'a. Był od Ross'a. Jego treść:
"Jeśli cię to uraziło,nie chciałaś tego to przepraszam. Jesteś mi potrzebna jak tlen,a bez tlenu nie ma życia. To już ostatnia wiadomość ode mnie. Nigdy mnie już nie zobaczysz. Nie mogę bez ciebie żyć,skrócę sobie cierpienie,tęsknotę za kimś dla kogo jestem nikim. Nie odpisuj,bo i tak nie dostaniesz już odpowiedzi."
Matko przecież on się chce zabić!!! Szybko wystukałam na klawiszach telefonu:
"Ross! Kocham cię! Nie chciałam ci tego mówić,bo sama kazałam ci odejść. Wiesz jak cierpiałam,gdy dowiedziałam się,że masz dziewczynę? Proszę odpisz mi!"
Czekałam z 5 minut,nie dostałam odpowiedzi. Szybko wybiegłam z domu,złapałam taksówkę i pojechałam do budynku w którym mnie wcześniej więził. Drzwi były zamknięte. W torebce na szczęście miałam zapasowe kluczyki,których nie oddałam mu od czasu kiedy uciekłam. Bałam się co tam zastanę.
Otworzyłam drzwi. Zobaczyłam Ross'a ..


------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Czy Ross napisał prawdę w SMS'ie do Laury?

piątek, 4 lipca 2014

7. Jaka jestem,o czym myślę - wszystko się zmieniło,nawet ja.

*Laura
Odwróciłam się do niej tyłem by nie widziała jak ja wyglądam (rozmazany tusz,czerwona od płaczu twarz).
- Co się stało,Laura.
- Jestem zmęczona zostaw mnie.
- Wbiegłaś do domu,nie odezwałaś się ani słowem,co się dzieje?
- Van,proszę cię -powiedziałam pociągając nosem- możesz mnie zostawić samą?
- Laura,nie wiem co ci się stało,martwię się o ciebie,no ale dobrze wyjdę.Jak zechcesz pogadać to pamiętaj,że na mnie możesz zawsze liczyć.
-OK.
Vanessa wyszła a ja zostałam w końcu sama. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Tak bardzo mnie to bolało. Odkryłam coś dziwnego a zarazem niesamowitego. Nie rozumiem jak mogłam nie zauważyć,że go kocham i dać mu odejść? Czy ja to sobie kiedyś wybaczę? Nie rozumiem świata i ludzi którzy w nim żyją! Po co ja żyję? Po co to wszystko? Nie wiem ile jeszcze to zniosę..
W końcu wszystko sobie wyjaśniłam,ale nie dałam rady,jestem za wrażliwa,rozpłakałam się ponownie. W tej chwili chciałam opuścić ten świat lecz postanowiłam dać sobie jeszcze pocierpieć.
Z zamyśleń powróciłam około godziny 17:50,a że byłam wykończona płaczem postanowiłam się umyć i położyć spać.

Wtorek
Budzik zadzwonił. Powoli,bez życia zwlekłam się z łóżka i poszłam wykonać poranne czynności.Zjadłam śniadanie przygotowane przez mamę i poszłam do szkoły. Po 15 minutach przekroczyłam próg szkoły od razu włączając sztuczny uśmiech. Wszyscy którzy mnie widzieli,odwzajemniali gest. Oni nie wiedzą, że uśmiecham się tylko po to, by ukryć swój ból i powstrzymać łzy. Wzięłam książki z szafki i weszłam wraz z nauczycielką i klasą do sali. Ross się nawet nie odezwał,nawet nie zerknął w moją stronę. Już miałam ochotę podejść do niego i powiedzieć mu co czuje,ale zatrzymam swoje uczucia dla siebie,ponieważ jemu byłoby trudno je zrozumieć. Mam nadzieję, że kiedyś będę tak szczęśliwa jak dziś udaję. Nie byłam gotowa na cierpienie. Lekcja się skończyła,wyszłam z klasy i udałam się do łazienki. Tam czekała już na mnie Jess. Rozmawiałyśmy całą przerwę. Mało co bym się nie rozkleiła. Coraz częściej to robię. Udałyśmy się na drugą lekcję. Trochę mi przeszło..jak na razie. Reszta lekcji minęła już spokojnie,próbowałam na niego nie zwracać uwagi. Poszłam jeszcze na zajęcia dodatkowe z tańca.Ross też tam przyszedł. Yh musiał mi zepsuć humor. Czy on to robi specjalnie? Na sali było 6 osób..w tym Sally. Nie dałam się sobie ani jego obecności złamać,dotrwałam cudem do końca lekcji i o 16:50 przekroczyłam próg domu. Zjadłam obiad i weszłam do swojego pokoju. Zajęłam się nauką. Zaczęłam od biologi a skończyłam na historii. Była już 20:35 więc wykapałam się i przebrana w piżamę położyłam się na łóżku,spędzając odrobinę wolnego czasu. Od razu zaczęłam myśleć o nieziemskim blondynie i tym jak na siłę go odepchnęłam. Znów zaczęłam płakać. Dla mnie już teraz wszystko straciło sens,nie chciałabym żyć z tym wszystkim co zrobiłam jemu,a bardziej sobie bo jemu to nie przeszkadzało.
Udałam się do kuchni. Tam zaczęłam szperać po szafkach szukając ukojenia myśli. Chciałam wziąć tabletkę uspokajającą,lecz nigdzie nie mogłam jej znaleźć. Za to znalazłam coś co dałoby rezultat na...na zawsze. Wzięłam żyletkę do ręki i udałam się z powrotem do siebie. Włożyłam ja do torebki,by móc sobie pomóc w każdej chwili. Minęła 22:17. Położyłam się i z trudnością zasnęłam.Była 1:45 gdy przyśnił mi się Ross jak obiecał Sally,że jej nigdy nie opuści i ją pocałował. Wyjęłam ostry przedmiot z torby.



------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Laura jest bardzo załamana.
Co zrobi?
Czy przeżyje to,że ze strachu odrzuciła chłopaka którego kochała?
Odpowiedzi szukajcie w kolejnym rozdziale.
Do napisania :*

czwartek, 26 czerwca 2014

6. SMS.

*Laura
Sobota
Był to Ross. Nie odebrałam. Po chwili dostałam SMS'a o treści:
"Nie chce cie straszyć. Nie chcę byś myślała,że się zemszczę. Po prostu daj znać,że nic ci nie jest. Martwię się.
Miałam mu odpisać. Cokolwiek,ale siostra na szczęście wybiła mi to z głowy. Przecież mógł tu przyjechać i mi coś zrobić za to,że uciekłam. Potem żeby ponownie zapomnieć Van zabrała mnie nad morze. Było gorąco,bo 35 stopni,więc weszłyśmy do wody. Zaczęłyśmy się chlapać,robić zawody na to,która dłużej wytrzyma pod wodą. Za pierwszym razem wygrałam. Kupiłyśmy lody w jednym ze stoisk i poszłyśmy do wesołego miasteczka popatrzeć na ludzi. Była 20:15,a za 15 minut miała być dyskoteka,ale pojechałyśmy do domu bo miałam iść jutro do szkoły. do domu dotarłyśmy o godzinie 21:00. Vanessa zaparkowała samochód,a ja wykapałam się i położyłam się na łóżku gotowa zasnąć. Przypomniałam sobie o Rossie. Znów poczułam się zmieszana. Bałam się i jego i tej mojej miłości. Później zasnęłam. Po raz drugi śnił mi się sen,sen przez który musiałam ukryć uczucie,którym darzyłam chłopaka.
Śniło mi się,że on tylko udawał takiego dobrego dla mnie,że chciał żebym przez niego cierpiała.

Niedziela
Wstałam około godziny 11:00,zrobiłam lekki makijaż,uczesałam się i zeszłam na śniadanie. Rodziny nie było w domu. Ucieszyłam się,że będę miała trochę spokoju. Postanowiłam oglądnąć film "Pies wampir". Haha wiem trochę dziwne.Skończył się koło 15:10. Weszłam na górę do swojego pokoju i włączyłam komputer,puściłam muzykę i położyłam się na łóżku.Gdy się zorientowałam była już 19:30,a moja rodzina w domu. Wykąpałam się i położyłam się spać. Nawet cieszyłam się,że miałam jeden dzień wolny od tych ich pytań. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

Poniedziałek
Rano jak co dzień obudził mnie dźwięk budzika. Wstałam,wzięłam prysznic,uczesałam się i zrobiłam bardzo lekki makijaż. Później zeszłam i zjadłam naleśniki przygotowane przez mamę. Były przepyszne. O 7:40 wyszłam do szkoły. Na samą myśl spotkania chłopaka chciało mi się po prostu płakać. O 8:01 weszłam do szkoły. Poszłam do szafki,z której wzięłam książki na lekcje i udałam się do sali. Przekraczając próg pomieszczenia zauważyłam,ze wszyscy patrzą na mnie. Przeprosiłam za spóźnienie i szybko usiadłam w swojej ławce. Ross od razu podrzucił mi liścik: "Chce z tobą porozmawiać,więc nie uciekaj przede mną.". Schowałam karteczkę do kieszeni,lecz po chwili dostałam drugą: "Nie wiem co ci się wczoraj stało. Chciałem mieć tylko z kim porozmawiać. Uratowałem cię.Powinnaś być wdzięczna". Odpisałam: "Jestem wdzięczna,ale udajmy,że nic się nie stało.Udajmy,że się nie znamy.Musimy", on napisał: "Ja tak nie mogę". Mam go dość. Gdy zadzwonił dzwonek ogłaszający przerwę,chciałam jak najszybciej uciec. Wybiegłam z klasy,ale Ross złapał mnie za ramię.
- Czego chcesz?!-krzyknęłam
- Co ty odstawiasz?!
- Ja nic. Mówiłam ci,że nie chcę mieć z tobą nic wspólnego! A teraz puszczaj! - wydarłam rękę i szybko wbiegłam do łazienki. Tam zobaczyłam Jess. Usiadłyśmy i czekałyśmy do końca przerwy. Dzwonek zadzwonił więc poszłyśmy na drugą lekcję. Ross jakoś dziwnie szybko ustąpił. Nie atakował mnie ani na mnie nie patrzył. Po siódmej lekcji moja przyjaciółka przyniosła wiadomość o Rossie. Na wieść,że znalazł sobie dziewczynę rozpłakałam się. Cały tusz z rzęs teraz spływał ze łzami po policzkach. Chodzi z córką dyrektora,Sally-to wysoka dziewczyna o długich,prostych blond włosach i zielonych oczach. Nie dziwię się,że Ross tak szybko odpuścił,przecież dostał szansę u "szkolnej piękności".
Po dzwonku szybko poprawiłam makijaż i poszłam na ostatnią lekcję. Po 45 minutach wybiegłam ze szkoły,wpadłam do pokoju jak torpeda,usiadłam w kącie i znów zaczęłam płakać.
Nie mogłam się pogodzić z tym,że wiedziałam,że coś do niego czuję,a kazałam mu na siłę odejść.
Jest tego jeden plus: wiem chociaż,że on nic do mnie nie czuł. Jakby mnie kochał to by mnie nie zostawił,walczył by o mnie.
W pewnej chwili usłyszałam otwierające się drzwi,w których stanęła Van.

piątek, 13 czerwca 2014

5. Sen i rzeczywistość.

*Ross
Wyszedłem z łazienki około 12:20 i spostrzegłem,że nie ma Laury. Przeszukałem wszystkie pomieszczenia,lecz nigdzie jej nie znalazłem. Wybrałam się pokręcić po mieście,by zobaczyć czy może się gdzieś nie włóczy.


*Laura
Po 40 minutach dojechałam do domu Jess. Nawet nie podeszłam do drzwi,które już otworzyła.
- Cześć. - podeszłam i uśmiechnęłam się do blondynki.
- Hej. Co ty żeś wymyśliła? Gdzie byłaś przez całą noc ?
- Nie chcę o tym rozmawiać.
- No dobra,powiesz kiedy indziej,teraz chodź do mojego pokoju.
Weszłam do pomieszczenia,a Jess poszła na dół. Po 5 minutach wróciła,kładąc na stoliku tacę z 2 herbatami i miską czipsów.
- Ten no .. Ross do mnie dzwonił czy tutaj jesteś ale powiedziałam,że cie nie widziałam od wczoraj.
- Dziękuję. Kochana jesteś. - wstałam i ją przytuliłam.
- Od czego ma się przyjaciół. - powiedziała pół śmiechem.
Dokończyłyśmy pić herbatę i jeść chrupki przy oglądaniu filmu "3 metry nad niebem" później oglądnęłyśmy jego drugą część. Gdy skończyłyśmy była już godzina 19:05 więc poprosiłam przyjaciółkę o odwiezienie mnie do domu. Na miejscu pożegnałam się z nią i weszłam do budynku. Od razu zaczęły się pytania:
 - Gdzie byłaś?
- Mówiłam wam rano,że u Jess.
- Dlaczego nie zadzwoniłaś?
- Zapomniałam telefonu z domu.
- Zadzwonimy do jej rodziców zapytać czy to prawda.
- Zadzwońcie,jej rodzice nie wiedzieli,że będę u nich nocować,bo ich nie było.
- No dobra Laura,do siebie.
Poszłam do swojego pokoju nie przez to,że mi kazali tylko dlatego,że chciałam wszystko przemyśleć. Potem umyłam się i przebrana w piżamę położyłam się do łóżka. Nawet nie wiem kiedy znalazłam się w krainie Morfeusza. Śnił mi się sen..o Rossie. Od tamtej chwili poczułam do niego coś więcej,ale nadal się go bałam. Może tego,że mnie wykorzysta. Może bałam się darzyć taką osobę tak wyjątkowym uczuciem. Sama nie wiem. Rano obudziłam się o 10:00. Powoli wstałam,wzięłam prysznic i przebrana uczesałam włosy w kucyk. Nie robiłam makijażu,ponieważ nie zamierzałam nigdzie wychodzić. Usiadłam i zaczęłam czytać czasopisma.
Z kolorowych gazet wyrwała mnie moja starsza siostra Vanessa. Ma 20 lat. Usiadła koło mnie na podłodze.
- Laura,powiedz prawdę. Gdzie byłaś przez całą noc? - zapytała po chwili.
- Mówiłam wam już,że u Jess! ile jeszcze razy będziecie pytać?
- Nie martw się nie powiem rodzicom. Powiedz tak dla spokoju.
- Taki chłopak mnie porwał. Znaczy pierwsze uratował,a potem porwał. Uciekłam mu..
- Zgłoś to na policję!
- Nie! Nie mogę!
- Dlaczego nie możesz? Groził ci?
- Nie groził mi,ale nie mogę i tyle. Obiecaj,że ty też tego nie zrobisz.
- Obiecuję.
- Jakby przyszedł taki wysoki blondyn to powiedz,że mnie nie ma i że prędko nie wrócę.
- Dobrze. - odpowiedziała i wyszła.
Potem zeszłam zjeść śniadanie. Po posiłku zaprosiłam siostrę do mnie i oglądnęłyśmy "Legalna blondynka". Film skończył się o 13:55. Zapomniałam o strachu,byłam radosna,lecz w tej chwili zaczął dzwonić mój telefon.


czwartek, 29 maja 2014

4. Ucieczka.

*Laura

Sobota:
Obudziłam się o 7:15,usiadłam na łóżku i dopiero po chwili do mnie doszło że nie jestem u siebie w domu. Ross zniknął. Drzwi były zamknięte. Odpłynęłam zadając sobie wiele pytań  "Czyżby zostawił mnie na pastwę losu? Jak tak to po co by mnie wczoraj ratował? Dlaczego ja zadaję sobie te pytania? OH LAURA! - wracaj na ziemię". Z zamyślenia wyrwały mnie otwierające się drzwi w których stanął blondyn. Ucieszyłam się na jego widok,ale nie dałam tego po sobie zauważyć.
- Oo,hej wstałaś już?
- Jak widać..
- Jak się spało ?
- Dobrze.
- To dobrze. - Odpowiedział i poszedł do kuchni.

15 minut później:
Chłopak wrócił,dał mi tacę do rąk życząc smacznego. Zjadłam z nim śniadanie. Były to: grzanki z szynką,ogórkami,pomidorami oraz gorące kakao.
- Dziękuję. Nie wiedziałam,że potrafisz gotować.
- Nie potrafię.
- No jak to nie. Przecież wyszło przepysznie.
- Dzięki. - kładąc się zaczął się śmiać.
Leżeliśmy w ciszy około 5 minut. W końcu przypomniało mi się co mi dzień wcześniej obiecał.
- Wczoraj mówiłeś że mnie odwieziesz do domu.
- Odwiozę cię,ale nie teraz.
- Dlaczego?
- Bo rodzina mnie denerwuje,nie rozumie,a ty dotrzymujesz mi towarzystwa.
- Moi rodzice będą się niecierpliwić.
- Zadzwoń do nich.
- Nie mam telefonu.
- Pff. Masz zadzwoń z mojego.
- Żeby po mnie przyjechali?
- Nawet nie próbuj!
- Nie boję się ciebie! - (skłamałam)
- Wczoraj jakoś na to nie wyglądało,hahaha.-....- Co nie masz co powiedzieć? Boisz się mnie.
-Nie boję się. Czy ty tego nie rozumiesz?! - wstałam i podeszłam do okna.
- A czy na pewno? Zobaczmy..-chłopak wstał i powoli zaczął iść w moją stronę.
Patrzyłam na niego z przerażeniem.
- Yym..Ross? Ross. Słyszysz? Ross !! - No dobra boję się ciebie !
- Hahaha wiedziałem,że tak ci to udowodnię.
- Chcę do domu !
- Nie teraz. Zadzwoń do rodziców.
Zrobiłam jak kazał. Po raz pierwszy okłamałam rodziców. Powiedziałam,że spałam u Jess i że spędzę u niej jeszcze trochę czasu. Później zadzwoniłam do przyjaciółki by wiedziała w co się zaplątałam i nie wydała mnie. Jak zawsze nie próbowała namówić mnie bym powiedziała jej o co naprawdę chodzi.
Po rozmowie chłopak otworzył szufladę w komodzie,pogrzebał w ubraniach i poszedł do toalety.
Nie tracąc czasu otworzyłam te samą szufladę i zaczęłam grzebać w jego rzeczach. Chwile później znalazłam klucz od mieszkania. Otworzyłam drzwi i czym prędzej uciekłam z tamtego miejsca. Ubiegłam z 200 metrów i wsiadłam do taksówki.


czwartek, 15 maja 2014

3. Co ze mną będzie ?

*Laura
Po 30 minutach jazdy auto skręciło w boczną,nieoświetloną drogę. Dalej był ogromny las. Nigdzie nie było widać ludzi,domów ani nawet świateł. Bałam się. Ujechaliśmy jeszcze trochę i auto zatrzymało się w głębi lasu. Chłopak związał mnie pomimo  i zapiął pas żebym nie dała rady uciec. Potem zamknął auto i odszedł. Okno było lekko uchylone. Siedziałam,poczułam że po policzku spływa łza. Powstrzymałam się jakoś od płaczu. Drżałam z przerażenia.  Za kilka minut zobaczyłam światło parę metrów ode mnie i usłyszałam urywek rozmowy:
- Czekaj otworzę auto,a ty ja weźmiesz i idziemy.
- Ok.
Przekręcił kluczyk,drzwi się otworzyły jeden z nich skierował na mnie lampkę. Nagle usłyszałam:
- Laura?!?! To ty?
To był głos Ross'a,ale nie odezwałam się. Chłopak odpiął pas,który mnie trzymał. Miałam ochotę uciec lecz wziął mnie na ręce,odwrócił się i ruszył. Zatrzymał go ten jego kolega co mnie tu przywiózł słowami:
- Co robisz?!?
- Nic.
- Zostaw ją,wiesz jak trudno było ją zmusić do pojechania ze mną?
- Matt nic jej nie zrobisz! Rozumiesz?
Trzymając mnie otworzył swój samochód,odłożył mnie na siedzenie i usiadł za kierownicą.
Ruszyliśmy. Ciszę przerwał Ross z uśmiechem na ustach:
- Nie bój się,już ci nic nie grozi.
Nie odpowiadałam.
- Laura..już jesteś bezpieczna. Rozumiesz ?
- Rozumiem.
- To dlaczego cała się trzęsiesz i masz łzy w oczach?
- Bo ci nie ufam.
- To co mam dla ciebie teraz zrobić?
- Teraz? Odwieź mnie do domu i więcej się do mnie nie odzywaj.
- Na taki układ się nie zgodzę.
- To na jaki?
- Eh..zobaczysz.
Wyjechaliśmy w miejscu w którym wcześniej zabrał mnie ten rudzielec. Jechaliśmy w stronę mojego domu więc mi trochę ulżyło lecz nie zostawił mnie tam,ale pojechał dalej. Zaczęłam krzyczeć:
- Odwieź mnie do domu! Słyszysz?
Nie odpowiedział. Znów zaczęłam się bać. W końcu skręcił w jakieś osiedle. Tam także było ciemno.
Wyszedł z pojazdu i wziął mnie ponownie na ręce. Wniósł mnie na ostatnie piętro. Wniósł mnie do jakiegoś niezadbanego mieszkania i odłożył mnie na łóżku. Sam poszedł do łazienki. Próbowałam uwolnić ręce ze sznurków co mi w ogóle nie wychodziło. Po około 5 minutach usłyszałam ze drzwi się otwierają,szybko spuściłam głowę.Wyszedł z łazienki w samym ręczniku. Usiadł obok mnie. Znów się zaczęłam próbować rozwiązać. Sznurki zaciskały mi się na rękach. Po kilku sekundach Chłopak powiedział:
- Rozwiązałbym cie,ale boję się że uciekniesz ode mnie.
- Nie ucieknę,trochę za późno.
- Ale sobie przetarłaś nadgarstki,mówiłem ci żebyś się nie bała.
- Ross...proszę,rozwiąż mnie.
- Dobra.
- Dziękuję.
- Rano odwiozę cię do domu. Więc nie denerwuj się. Mam do ciebie 2 pytania. Pierwsze: dlaczego nie dasz mi szansy?
- Mówiłam,że ci nie ufam,teraz się jeszcze ciebie boję. Słyszałam jaki jesteś i sama się przekonałam
- Zmienię się dla ciebie.
- Tacy ludzie jak ty się nie zmieniają.
- EGH! Drugie: jakim cudem Matt trafił akurat na ciebie ?
- Jakim? Nie wiem. Szłam po prostu ulicą. Chce mi się spać. Dobranoc.
- Dobranoc.
Położyłam się,a Ross zgasił światło. Po kilku sekundach położył się obok mnie próbował się do mnie przytulić. Długo leżałam odpychając go od siebie aż w końcu zasnęłam.

piątek, 9 maja 2014

2. Niespodzianka ?

*Laura

Środa:
Budzik zadzwonił o 6:50. Wstałam i wykonałam codzienne czynności.Gdy skończyłam była już 7:35 więc wyszłam z domu. Do szkoły doszłam na 7:50. Weszłam do klasy. Wychowawczyni dała mi kluczyk do mojej szafki i usiadłam w ławce. Nauczycielka zaczęła sprawdzać obecność:
1.John Allen
2.Brenda Anderson
3.Jess Bein
4.Alexis Cooper
(...)
11.Thomas Gray
13.Laura Marano
(...)
Do waszej klasy doszedł nowy uczeń..Nazywa się Ross Lynch i będzie miał numer 12.
Co do mojej klasy doszedł Ross ?!?!  - myślałam - czemu akurat on ?!
- Teraz udamy się na salę obejrzeć akademię - oznajmiła pani.
Wyszłam z klasy i udałam się do szafki zostawić w niej wszystkie książki które miałam mieć w tej klasie.
Miałam iść na właśnie na akademie gdy podszedł do mnie Ross mówiąc:
- No to już wiem jak masz na nazwisko..Marano,haha.
- Po co przepisałeś się do tej szkoły?
- Niespodzianka ! - krzyknął chłopak
- Niespodzianka ?! Myślałam,że niespodzianki są miłe..
- Nie cieszysz się?
- UGH !Idę na salę pa.
- Zaczekaj !
- Zostaw mnie w spokoju ! - krzyknęłam i uciekłam.
Zaczęłam rozglądać się za Jess. Po niedługiej chwili zauważyłam ją i usiadłam obok niej. Akademia była długa i nudna Trwała od 9:00 do 11:15. Po niej nie chciałam wpaść na Lyncha,lecz nie za bardzo mi się to udało. Gdy zobaczyłam,że chłopak jest coraz bliżej przyśpieszyłam,a gdy zobaczyłam że biegnie w moją stronę weszłam do damskiej toalety,a że była na parterze to wyszłam bez problemu przez okno  i jak najszybciej udałam się do domu. Weszłam do siebie do pokoju,nie wiem dlaczego,ale po prostu ten cały Ross mnie denerwował choć "znam" go dopiero od wczoraj. Włączyłam laptopa. Sprawdzając facebook'a zobaczyłam ze ktoś mnie zaprosił. 
Ciekawe kto to,przecież mam już wszystkie osoby które znam..-myśląc sprawdziłam to..
Na ekranie zobaczyłam napis "Ross Lynch zaprosił cię do znajomych" co jeszcze bardziej wyprowadziło mnie z równowagi,lecz przyjęłam. Po kilku sekundach dostałam wiadomość o  treści : "Pani Marano zaakceptowała moje zaproszenie. No tego się nie spodziewałem" - więc odpisałam mu. "Jeśli chcesz mogę cię zablokować,usunąć.." na co dostałam odpowiedź "Nie,nie bądź aż taka miła". Nie odpisałam mu. Wyłączyłam komputer i położyłam się spać. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.


Czwartek:
Rano wstałam znów o 6:50 i wykonałam poranne czynności. O 7:30 wyszłam do szkoły choć na samą myśl o natrętnym chłopaku miałam ochotę wrócić i okłamać rodziców,ale przecież nie zawalę szkoły przez jednego idiotę..
Weszłam do szkoły. Wzięłam książki i zamykając szafkę usłyszałam:
- Oh,Laura tutaj jesteś. - powiedziała Jess.
- Jak dobrze cię widzieć,choć szybko do łazienki.
- Po co ?
- Bo nie chcę wpaść na Ross'a..-odpowiedziałam
- Uuu ktoś tu się zakochał..
- Uwierz,że nie,on jest tak natrętny i denerwujący że nie chcę go spotkać..
- Ale prze..
- Już nic nie mów.. - przerwałam jej.
Po 5 minutach usłyszałyśmy dzwonek oznajmiający rozpoczęcie pierwszej lekcji. Wyszłyśmy na korytarz i udałyśmy się w stronę klasy,przy której stała cała moja klasa i Ross którego do niej nie zaliczałam.Pani wpuściła nas do klasy i zaczęła się lekcja matematyki.
Czułam na sobie przez cały czas wzrok tego nowego i nie mogłam się skupić na lekcji. Byłam smutna chyba przez to,że mój nowy kolega siedział w ławce obok mnie. Cyba zauważył,że jestem nie w humorze,bo podrzucił mi na stolik karteczkę:


Po odczytaniu karteczki schowałam ją do kieszeni i nie spojrzałam na Ross'a choć on cały czas mnie obserwował. Czułam się jak w więzieniu. Potem co przerwę uciekałam do łazienki,gdzie dowiedziałam się od jednej dziewczyny,że Ross'a wyrzucili z poprzedniej szkoły przez to że wagarował,palił papierosy,pił alkohol i o pobicie kolegi. Teraz już wiedziałam że nie mogę się z nim trzymać. Zaraz po szkole wróciłam do domu,zjadłam obiad przygotowany przez mamę i zabrałam się za czytanie książki "Powrót do miłości" Przeczytałam ze 3 rozdziały potem się wykąpałam i położyłam się do łóżka o 21:00.



Piątek:
Rano obudziłam się o 9:00. Przetarłam oczy aż po chwili dotarło o mnie że spóźniłam się do szkoły. Mięła dopiero pierwsza lekcja więc nie tracąc czasu przygotowałam się i wyszłam. Do szkoły zdążyłam na 3 lekcję. Weszłam do klasy,wszystkie głowy były wykręcone w moją stronę. Usprawiedliwiłam się i usiadłam w swojej ławce. Ross wyszeptał:
- Martwiłem się o ciebie.
- Nie było o co.
- Dasz mi swój numer ?
- Nie.
- Ale..co ci przeszkadza to tylko numer telefonu.
- Przeszkadza i tyle,a teraz bądź cicho.
- Ok..
Podobnie minęła reszta lekcji. gdy wróciłam do domu. Zaczęłam się uczyć o 15:00 by wieczór móc gdzieś wyjść. Po skończeniu wkuwania regułek dostałam SMS'a od Jess o treści: "Wyjdziemy gdzieś ?" odpisałam że tak.
Zostawiłam rodzicom kartkę aby się nie martwili bo mogę nie wrócić za wcześnie. Pomalowałam się,przebrałam i wyszłam na spotkanie. Poszłyśmy na pizze,a potem na lody. O 20:20 stwierdziłam że wrócę do domu. Było już ciemno. Zaczynało kropić. Szłam sobie powoli w stronę domu,gdy podjechało do mnie jakieś czarne auto. Przyśpieszyłam lecz ono toczyło się za mną. Po chwili otworzyło się okno i usłyszałam czyjś głos:
- Hej mała! Podwieźć cię?
- Nie,sama dam radę wrócić.- gdy to powiedziałam zaczęło lać,grzmieć i łyskać się,a chłopak siedzący w aucie zaczął się śmieć.
- No to jak? Zawiozę cię prosto do domu. Wsiadasz?
- No dobrze - otworzyłam drzwi i wsiadłam do pojazdu.
Chłopak siedzący za kierownicą nawrócił. Zdenerwowanym głosem powiedziałam:
- Droga do mojego domu jest w drugą stronę.
- A co mnie to? - odpowiedział.
Chciałam zadzwonić do rodziców,Jess lub kogokolwiek kto mógłby mi pomóc lecz zauważyłam że nie mam telefonu. Z każdą chwilą czułam się coraz gorzej,nie wiedziałam co mnie czeka,czy on mnie nie zabije,czy wypuści. Po 30 minutach jazdy auto...

czwartek, 8 maja 2014

1. Ostatni dzień wakacji.

*Laura
Już dziś ostatni dzień wakacji. Szybko zleciały. Skończyłam pierwszą klasę liceum,jutro zacznę drugą..
Kiedy się obudziłam była już godzina 8:46 więc poszłam do łazienki i wzięłam prysznic. Później przebrana weszłam do pokoju uczesałam włosy w kucyk oraz zrobiłam lekki makijaż. Zeszłam na dół i przywitałam się z rodziną. Mama podała mi śniadanie. Gdy skończyłam wyszłam do galerii. Weszłam do kilku stoisk lecz nic nie kupiłam. Chcąc wykorzystać jakoś ten ostatni dzień zadzwoniłam do Jess. Jess to moje przyjaciółka,chodzimy razem do klasy. Wydaje mi się,że przez nią jestem choć trochę znana,ale to dla mnie nieistotne. Jak więc wspomniałam zadzwoniłam do niej i umówiłyśmy się za 15 min pod galerią. Wyszłam na zewnątrz,usiadłam na ławce i przyglądałam się przechodniom. W pewnej chwili zobaczyłam czarny samochód z przyciemnionymi szybami. Podeszłam go oglądnąć,bardzo bym chciała taki mieć w przyszłości. Nagle poczułam,że ktoś dotyka mnie w talii. Powoli odwróciłam głowę i zobaczyłam chłopaka o blond włosach,brązowych oczach i cwaniackim uśmiechu. Poczułam się dziwnie. Chcąc odejść zrobiłam krok w tył i miałam się odwrócić lecz blondyn złapał mnie za rękę.
- Cześć..Ross jestem,a ty?
- Laura muszę isć - odpowiedziałam szybko.
- Wow masz takie niespotykane nazwisko..-zaczął się śmiać - ale na serio podaj nazwisko.
- Nie,jakoś nie za bardzo ci ufam. - Odpowiedziałam i odeszłam całkiem zapominając o spotkaniu z przyjaciółką.
W drodze powrotnej rozmyślałam nad tym dlaczego ten chłopak wydawał mi się tak znajomy. Weszłam do domu. Była już godzina 20:17. Nie wiem jak ten czas tak szybko uciekł. Przygotowałam ubrania na jutrzejsze rozpoczęcie roku. Wykąpałam się i ubrana w piżamę położyłam się do łóżka,wtedy przypomniałam sobie o spotkaniu z Jess. Musiała się bardzo zdenerwować więc zadzwoniłam do niej i powiedziałam o całym dniu. Po rozmowie zasnęłam.

Hej

Cześć to mój pierwszy blog.
Historia będzie o Rossie Lynchu i Laurze Marano w roli głównej.
To na razie chyba tyle.