*Laura
Po 30 minutach jazdy auto skręciło w boczną,nieoświetloną drogę. Dalej był ogromny las. Nigdzie nie było widać ludzi,domów ani nawet świateł. Bałam się. Ujechaliśmy jeszcze trochę i auto zatrzymało się w głębi lasu. Chłopak związał mnie pomimo i zapiął pas żebym nie dała rady uciec. Potem zamknął auto i odszedł. Okno było lekko uchylone. Siedziałam,poczułam że po policzku spływa łza. Powstrzymałam się jakoś od płaczu. Drżałam z przerażenia. Za kilka minut zobaczyłam światło parę metrów ode mnie i usłyszałam urywek rozmowy:
- Czekaj otworzę auto,a ty ja weźmiesz i idziemy.
- Ok.
Przekręcił kluczyk,drzwi się otworzyły jeden z nich skierował na mnie lampkę. Nagle usłyszałam:
- Laura?!?! To ty?
To był głos Ross'a,ale nie odezwałam się. Chłopak odpiął pas,który mnie trzymał. Miałam ochotę uciec lecz wziął mnie na ręce,odwrócił się i ruszył. Zatrzymał go ten jego kolega co mnie tu przywiózł słowami:
- Co robisz?!?
- Nic.
- Zostaw ją,wiesz jak trudno było ją zmusić do pojechania ze mną?
- Matt nic jej nie zrobisz! Rozumiesz?
Trzymając mnie otworzył swój samochód,odłożył mnie na siedzenie i usiadł za kierownicą.
Ruszyliśmy. Ciszę przerwał Ross z uśmiechem na ustach:
- Nie bój się,już ci nic nie grozi.
Nie odpowiadałam.
- Laura..już jesteś bezpieczna. Rozumiesz ?
- Rozumiem.
- To dlaczego cała się trzęsiesz i masz łzy w oczach?
- Bo ci nie ufam.
- To co mam dla ciebie teraz zrobić?
- Teraz? Odwieź mnie do domu i więcej się do mnie nie odzywaj.
- Na taki układ się nie zgodzę.
- To na jaki?
- Eh..zobaczysz.
Wyjechaliśmy w miejscu w którym wcześniej zabrał mnie ten rudzielec. Jechaliśmy w stronę mojego domu więc mi trochę ulżyło lecz nie zostawił mnie tam,ale pojechał dalej. Zaczęłam krzyczeć:
- Odwieź mnie do domu! Słyszysz?
Nie odpowiedział. Znów zaczęłam się bać. W końcu skręcił w jakieś osiedle. Tam także było ciemno.
Wyszedł z pojazdu i wziął mnie ponownie na ręce. Wniósł mnie na ostatnie piętro. Wniósł mnie do jakiegoś niezadbanego mieszkania i odłożył mnie na łóżku. Sam poszedł do łazienki. Próbowałam uwolnić ręce ze sznurków co mi w ogóle nie wychodziło. Po około 5 minutach usłyszałam ze drzwi się otwierają,szybko spuściłam głowę.Wyszedł z łazienki w samym ręczniku. Usiadł obok mnie. Znów się zaczęłam próbować rozwiązać. Sznurki zaciskały mi się na rękach. Po kilku sekundach Chłopak powiedział:
- Rozwiązałbym cie,ale boję się że uciekniesz ode mnie.
- Nie ucieknę,trochę za późno.
- Ale sobie przetarłaś nadgarstki,mówiłem ci żebyś się nie bała.
- Ross...proszę,rozwiąż mnie.
- Dobra.
- Dziękuję.
- Rano odwiozę cię do domu. Więc nie denerwuj się. Mam do ciebie 2 pytania. Pierwsze: dlaczego nie dasz mi szansy?
- Mówiłam,że ci nie ufam,teraz się jeszcze ciebie boję. Słyszałam jaki jesteś i sama się przekonałam
- Zmienię się dla ciebie.
- Tacy ludzie jak ty się nie zmieniają.
- EGH! Drugie: jakim cudem Matt trafił akurat na ciebie ?
- Jakim? Nie wiem. Szłam po prostu ulicą. Chce mi się spać. Dobranoc.
- Dobranoc.
Położyłam się,a Ross zgasił światło. Po kilku sekundach położył się obok mnie próbował się do mnie przytulić. Długo leżałam odpychając go od siebie aż w końcu zasnęłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz